Skojarzenia dotyczące problemu depresji, niewinnie krążą wokół przeświadczeń o słabości, delikatności, braku odporności psychicznej, czy wręcz nieudolności życiowej. W świadomości ludzi depresja  jest nie tyle chorobą, co namacalnym dowodem nie radzenia sobie. Dodatkowo wszystkie powyższe epitety łatwiej przypisujemy płci żeńskiej. Jakoś tak się składa, że bardziej ‘po drodze’ jest nam sądzić, że wątłość charakteru,  chwiejność emocjonalna – i co za tym idzie – niestabilność reakcji to zazwyczaj domena kobiet. Chyba już za nami czasy totalnej nierówności płci, myślenia stereotypami? Doba w której żyjemy dostatecznie przecież, różnymi modami i wszechobecną medialną walką ze stereotypami, daje nam potwierdzenie ogromnej potrzeby zmiany postrzegania i nie przypisywania danej cechy wyłącznie jednej płci. Takie myślenie typu 0-1 ogranicza i niestety mocno zniekształca postrzeganie rzeczywistości, i prawdziwych problemów.

Świetnym świadectwem bolesnej prawdy, otwierającym oczy na świat mężczyzn, jest książka „Nie chcę o tym mówić. Studium męskiej depresji”  terapeuty  Terrence Real. Autor ujmuje problem jako wielopokoleniowy, stara się podkreślić znaczenie przekazów rodzinnych, z pokolenia na pokolenie przejmowanych sposobów radzenia sobie, taki powielany ‘przepis’ na świat. Zazwyczaj chłopcy od najmłodszych lat uczeni są tzw. dzielności – chłopiec nigdy nie płacze, powinien nie reagować emocjonalnie, być męskim tzn. twardym. Ale przecież mężczyźni również czują, również mają emocje…

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Jak wielką cenę płacą mężczyźni za swą „dzielną postawę”? Skrywanie uczuć,  wrażliwości, tłumienie  rozterek wewnętrznych czy zatajenie potrzeby wsparcia w różnych sytuacjach niestety nie pozostaje bez konsekwencji. Mężczyźni stają się wybuchowi, agresywni, zachowują się niezrozumiale – zdystansowani do wszystkiego, nieumiejący się cieszyć, lub pozostający wiecznie infantylnymi chłopczykami uciekającymi od odpowiedzialności i stabilizacji. Cierpią oni sami, ich żony, ich dzieci. Ich synowie zazwyczaj przyswajają dokładnie te same ‘metody radzenia sobie’ i koło toczy się dalej. Przybliżona przeze mnie książka jest doskonale udokumentowanym studium, w którym rozdział po rozdziale kolejne części przekonują nas o złożoności tego problemu. Przedstawiają naszych dziadków, ojców, mężów, braci i synów w zupełnie nowym świetle, niewątpliwie skłaniając do refleksji i zmiany postaw.

Stanowi to wyzwanie również dla kobiet, które powinny poczuć się bardzo odpowiedzialne za wychowanie swoich synów.  Jako matki być może szczególną uwagę powinny poświęcić synom, by wyrośli przede wszystkim na asertywnych ludzi, którym nie obce są emocje oraz prawidłowe, autentyczne ich przeżywanie.